Cisza jak ta…

Przez ostatnie kilka tygodni było cały czas coś. Królewna, która jak śpi to śpi, ale jak nie śpi to tylko by jadła i brudziła pieluchy, albo oczywiście była noszona na rękach, starsze dzieci, które coś by cały czas chciały, pobawić się, pograć w grzybki, soczku, bułeczkę, trzymane za ręce robić fikołki, przytulić i moja Mama, którą trzeba było wozić na badania, do lekarzy, po recepty, szykować jedzenie (co dwie godziny coś małego). Oprócz tego dalsze rozpakowywanie, zaczął się sezon ogrodowy, więc trzeba coś ogarnąć na terenie, żeby się dzieci mogły bawić i sto tysięcy innych, ważnych, niecierpiących zwłoki rzeczy.

Dziś pierwszy samotny dzień. Znaczy tylko z Królewną, Mamę odwiozłam do domu, Mąż w pracy, dzieci w przedszkolu, na mnie czeka pranie, muszę wstawić kolejną zmywarkę, ogarnąć kuchnię, przejrzeć jakich ubrań na wiosnę brakuje mi dla dzieci, uczesać psa, odkurzyć, posadzić kupione wczoraj przez Mamę kwiatki i sama nie wiem co jeszcze.

A ja sobie siedzę. Na tarasie. Wiatr szumi, jakieś ptaszorki pośpiewują, dziecię wreszcie zasnęło. Jest pięknie.

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.