Do trzech razy sztuka

Przepraszam za tak długą ciszę.

Najpierw byłam wściekła na Onet, no ale cóż, sama jestem sobie winna, było publikować prywatnie, w końcu już raz miałam taką „niespodziankę”.

Chciałam przestać pisać w ogóle, ale dotarły do mnie miłe słowa, za które bardzo dziękuję. Myślałam o przeniesieniu się na inną platformę, ale na razie nie mam na to czasu i siły, a przede wszystkim ochoty. Stwierdziłam, że moje ciążowo-codziennościowe wypociny raczej nikogo z onetu nie zainteresują, a ewentualne wpisy, które będę choć troszkę podejrzewać o mogące wzbudzić czyjeś zainteresowanie będą z hasłem, jak ktoś będzie chciał przeczytać, może dodać komentarz np do tego wpisu lub wysłać mi prośbę i dostanie hasło na maila (dla tych co już mają – będzie takie samo).

Kolejnym powodem mojego nie dawania znaku życia jest niestety moje samopoczucie :(. O ile do zeszłego weekendu było w miarę, tzn poza ogólnociążowymi dolegliwościami, które jakoś mnie specjalnie nie niepokoiły (głównie sennością – stąd brak wpisów), o tyle w weekend zaczęłam się dużo gorzej czuć, m.in. zaczął mnie boleć brzuch. Jako, że w poniedziałek i tak miałam zaplanowana wizytę u swojego lekarza prowadzącego stwierdziłam, że poczekam, aż tak źle nie jest.

 

No cóż, po napisaniu wpisu doszłam do wniosku (może na wyrost, ale jak to mówi stare powiedzenie strzeżonego…) , że znów jakaś „życzliwa” osoba może uznać, że tekst o kompetencji lekarzy jest wart rozpowszechnienia, więc dokładniejszy opis na hasło.

Zrozumienie

Zamieszczony tu wcześniej wpis (bynajmniej nikomu nie polecany, a przeznaczony jedynie dla moich stałych Czytelników) dotyczył głównie mojego zdziwienia tym jak duża jest rozbieżność pomiędzy tym czego się czego się szuka i o co się kogoś prosi a odzewem. Ale cóż się dziwić…

Z odpowiedzi otrzymanej przeze mnie dnia 27 marca od Pani Redaktor Strefy Społecznościowej (na moją interwencję po tym jak jeden z moich wpisów, mimo braku polecenia, trafił na główną stronę Onetu):

„Szanowna Pani,

Piszę z redakcji portalu Onet w sprawie Pani notki na blogu moj-prywatny-cud.blog.pl, która wczoraj pojawiła się na stronie głównej onet.pl, a którą Pani później usunęła.

Wpis wydawał nam się szalenie ciekawym i ważnym głosem (…),

Ze względu na tak gorący i wzbudzający wiele emocji temat na pewno miała Pani wiele wejść na bloga i wiele komentarzy.

Rozumiemy jednak Pani decyzję o usunięciu notki, zdarza się czasem, że komentarze są, delikatnie mówiąc, niekulturalne.

Mamy nadzieję, że zamieszanie wokół notki nie spowodowało Pani zbyt wielu trudności.

W przyszłości, jeśli nie poleci Pani nowej notki redakcji blog.pl, nie będziemy korzystać z Pani bloga.

Czy takie rozwiązanie Pani odpowiada?

Pozdrawiam serdecznie,

(…)

Redaktor Strefy Społecznościowej”

 

Reszta bez komentarza

 

PS: Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze, niestety ze względu na treść dużej części z nich nie zamierzam ich upubliczniać. Uwielbiam ludzi, którzy w wolnym czasie anonimowo mieszają z błotem innych. Wszystkiego najlepszego dla Was :).