Gdy emocje już opadną, jak po wielkiej bitwie kurz…

Emocje opadły. O tyle o ile. Wczoraj było ciężko.

Od samego początku traktowałam tego bloga jako taki internetowy pamiętnik. Trochę żeby zachować pamięć o różnych wydarzeniach, trochę aby uporządkować myśli. Niektóre wpisy są bardziej przemyślane, ale większość jest chaotyczna, po prostu piszę co w danym momencie myślę.

Z czasem pojawili się Goście, którzy zaczęli mniej lub bardziej regularnie do mnie zaglądać. I to było ok. Z początku zastanawiałam się czy nie polecić Redakcji Onetu któregoś z wpisów, ale z czasem zrezygnowałam z tego pomysłu, właśnie po to aby uniknąć ogólnodostępności moich myśli. Oczywiście ktoś mi może powiedzieć, że mogłam już na samym początku dokonywać prywatnych wpisów, ale jakoś prawdopodobieństwo, że ktoś przez przypadek trafi na mojego bloga wydawało mi się na tyle nikłe, że nie zawracałam sobie tym głowy.

Aż do wczorajszego dnia, kiedy to jeden z moich wpisów, jeden z niewielu nad umieszczeniem których bardzo długo się zastanawiałam, trafił na główną stronę Onetu. Teoretycznie powinnam się cieszyć, że ktoś docenił moje grafomańskie wynurzenia. Kiedy zaczęły się pojawiać komentarze zorientowałam się, że coś jest na rzeczy. Niestety, muszę się przyznać bez bicia, dopiero po jakiejś pół godzinie, mniej więcej pomiędzy waniliowym serkiem homogenizowanym a ustawianiem gigantycznej wieży z klocków, przyszło mi do głowy skąd nagłe zainteresowanie moim blogiem. Moją pierwszą myślą było usunięcie bloga, ale żal mi się zrobiło zapisków z pół roku życia i niewiele myśląc zdecydowałam się na usunięcie feralnego wpisu oraz zablokowanie postronnym osobom dostępu do innych.

Dziś rano skontaktowałam się z Redakcją Onetu z prośbą o usunięcie odnośnika do mnie ze strony głównej, ale mimo, że dosyć szybko wpłynęła do mnie odpowiedź od bardzo miłej Pani, która napisała, że treść wpisu była na tyle interesująca, że uznali, że warto aby inni mieli możliwość się z nim zapoznać i że więcej nie skorzystają w moich wpisów bez mojej zgody, przez cały dzień nadal była możliwość trafienia na tego bloga z Onetu. Trudno. Takie życie.

No cóż, jak widać okazało się, że mój poziom ekshibicjonizmu, przynajmniej na razie, nie jest w stanie znieść aż takiej popularności, dlatego zdecydowałam, że wpisy dotyczące mojego życia będą ukryte pod hasłem. Część wpisów, dotycząca spraw ogólnych, pozostanie bez hasła.

Hasło

Drogi Gościu,

Niestety ze względu na wczorajsze wydarzenie zmuszona byłam do ograniczenia dostępu do swoich wpisów. Jeżeli do tej pory zaglądałeś tu czasem i chciałbyś to kontynuować, lub też trafiłeś tu wczoraj przez przypadek,  ale tagi wskazują,  że piszę o tematach,  które Cię interesują,  zostaw komentarz lub też wyślij mi maila ma adres anulekmpc@gmail.com zwrotnie otrzymasz hasło dostępu. Natomiast jeśli pragniesz pozostać anonimowy i nie chcesz mi udostępnić swojego maila (na pewno nie wykorzystam go do niczego innego poza kontaktem do Ciebie), uzbrój się w cierpliwość,  najprawdopodobniej prędzej czy później hasła przy wpisach znikną.

Przepraszam wszystkich za kłopot.

Pozdrawiam

Ania

Onet

Pragnę bardzo przeprosić wszystkich użytkowników Onetu, którzy trafili na moją stronę.
Wpisy na niej zamieszczone, mimo, że ogólnie dostępne, nie były przeznaczone dla szerszego grona, a jedynie dla nielicznego grona moich stałych czytelników. Niestety żaden z moich wpisów nie został przeze mnie polecony redakcji Blog.pl, a co za tym idzie nie zakładałam ich szerszego upublicznienia.

Drogi Gościu, jeśli już tu trafiłeś i zdążyłeś zapoznać się z moją historią, a w oparciu o wpisy odkryłeś, że znamy się „na żywo”, proszę, skontaktuj się ze mną.