Zakończenie

Ten wpis miał być ostatnim tu, takim z informacją o nowej stronie. Założyłam nawet nowego bloga mojprywatnycud na wordpressie. Ale, przynajmniej na razie, jest ostatnim w ogóle, chcę więc podziękować wszystkim tym, którzy tu jeszcze zaglądają.
Blog miał być o niepłodności, staraniach i wreszcie o moich dzieciach. Był jeden mój prywatny cud, potem drugi, a na końcu pojawił się trzeci. Są moimi największymi miłościami i skarbami, mimo, że często jak mnie zdenerwują to mam ochotę wyjść i nie wrócić, to kocham je nad życie.

Niestety od jakiegoś czasu nie mam już ani siły, ani ochoty na nic, a już najmniej na pisanie czegokolwiek. Wstaję rano i czekam aż dzień się skończy, aż będę mogła zapaść w nieprzynoszący ukojenia sen. Moje wydawało by się idealne życie legło w gruzach i nie mam siły się podnieść. Nowy dom, trójka wspaniałych dzieci, nic tylko zazdrościć. Niestety sytuacja przerosła mojego męża, który od kilku miesięcy „odstresowuje” się w towarzystwie koleżanki. Raczej nie chodzi o seks, ale spędza z nią prawie każdą wolną chwilę, jeździ, wozi z pracy do domu, do sklepów meblowych (dziewczyna niedawno kupiła mieszkanie, remontuje je i mebluje), przykręca gniazdka, chodzi na lunche, kolacje, do kina, a w każdej chwili, której nie może z nią spędzić, spędza pisząc z nią na komunikatorze… żadne rozmowy, że chyba to chyba nie powinno tak być, że mnie rani, nic nie pomaga. Ani prośbą, ani groźbą. Jedyne co udało mi się uzyskać, to że niektóre wieczory wraca do dzieci. W skrócie, on uważa, że nie ma problemu, on mnie i dzieci kocha, i na pewno nie chce się rozwodzić, ale nie zamierza rezygnować z tamtej znajomosci, najchętniej chciałby mieć drugą żonę. Nic nie ukrywa, a ja się bez sensu czepiam, bo on się musi odstresować, bo go wszystko denerwuje (w domyśle ja najbardziej). Myślałam, że jak odpuszczę awantury, będę się starać, minie trochę czasu, to się ogarnie, zastanowi co jest dla niego ważne, ale niestety,  wygląda na to, że nie my.

A ja już nie mam siły. Ani nerwów. Każde jego wyjście odchorowuję. Odkąd wiem, schudłam 10 kg, osiągając wagę, jakiej nie miałam nawet w liceum. Zaczęłam jeść na siłę, bo zaczęłam mieć problemy z kamieniem Małej. Mam nerwowe przykurcze mięśni i wróciły chroniczne migreny, które mnie już kiedyś męczyły. A co jest najgorsze, mój stres odbija się na dzieciach. Nie mam do nich cierpliwości ani siły na zabawę. Tak naprawdę jedynym powodem dla którego jeszcze żyję, jest to, że są One.

Moja bańka mydlana pękła, moja bajka nie ma happy endu….